fbp

27,5 cala – złoty środek czy chwyt marketingowy

27,5 cala – złoty środek czy chwyt marketingowy

Dawno, dawno temu, za górami, za lasami, w dalekiej Ameryce, pewien młody, uzależniony od adrenaliny, człowiek, zakochany w jeździe rowerem, postanowił wraz z przyjaciółmi wykorzystać znane wówczas jednoślady do czegoś więcej, niż tylko miejskie przejażdżki czy szosowe wyścigi. Ekipa zaciągnęła swoje maszyny w teren. Pofałdowane, grząskie podłoże okazało się nieprzyjazne najbardziej rozpowszechnionym wówczas w Stanach rowerom typu Cruiser – brakowało odpowiednich opon o wyraźnym bieżniku, także geometria roweru i brak przerzutek nie ułatwiały jazdy poza trasą. 

 

Gary Fischer

 

Wspomniany młodzieniec, Gary Fisher, był uparty w swoich dążeniach do podboju na rowerze dzikich terenów USA. Zaczął eksperymentować we własnym garażu, w wyniku czego po kilku latach powstała coś bardzo zbliżonego do rowerów, jakie dziś nazywamy górskimi. Z czasem technologia szła do przodu, pojawiły się przerzutki, amortyzatory, spadła masa rowerów. Jednakże jeden czynnik nie dawał Fisherowi spokoju – rozmiar kół. Od początku wiedział, że popularne wówczas koła 26” są za małe w teren – wolne i mało komfortowe. Obecne wówczas obręcze 28” były mało wytrzymałe – lecz przede wszystkim brakowało firm chętnych do produkowania na ten rozmiar terenowych opon. Gary Fisher był więc niejako skazany na używanie kół 26” – tylko do nich udało mu się zdobyć odpowiednie do „górali” opony, jak i inne istotne elementy.

Pierwotna wizja roweru górskiego zaczęła realizować się pod koniec lat 90-tych, kiedy to pojawiały się pierwsze rowery na kołach 29 cali – przy czym należy pamiętać, że mamy w tym przypadku obręcz 28”, co w połączeniu z wysoką oponą, trochę na wyrost, nazwano nowym standardem 29 cali. Nowy, jedyny słuszny dla Fishera, rozmiar kół spopularyzował się po 2005 roku, kiedy to także w Polsce zaczęły pojawiać się pierwsze rowery z dużym kołem. Ostatnie kilka lat to już absolutny szał na punkcie tych rowerów. Szybkie, bardziej komfortowe, szybko podbiły rynek MTB.

 


Poza niewątpliwymi zaletami nowy rozmiar ma też oczywiste wady – rower jest dłuższy, przez co znacznie traci na zwrotności. Koła są cięższe, podobnie jak cały rower – potrzeba więcej siły, aby ruszyć do z miejsca. No i rzecz najważniejsza – koło 29” raczej nie podoba się osobom niższego wzrostu – człowiek mający poniżej 180 cm czuje się dość dziwnie na tym rowerze, zwłaszcza, jeżeli wcześniej długo jeździł na kole 26”.
Osobiście podzielam ten pogląd – przy wzroście 177 cm zdecydowanie lepiej czuje się na swoim wysłużonym góralu na 26-tkach – mały, zwrotny, wszędobylski.

Przez kilka lat brakowało złotego środka – albo 26 albo 29 i kropka. Nie zawsze, dzięki właściwemu rozmiarowi ramy, skutecznie posadzić kogoś na dużych kołach. Odpowiedź rynku musiała nastąpić. Pogłoski pojawiły się już jakiś czas temu, ale dopiero sezon 2014 przyniósł jednoznaczną odpowiedź – pojawiły się rowery na kole 27,5 cala. Nowy rozmiar ma być złotym środkiem, cudownym lekarstwem dla MTB, kończąc odwieczny spór pomiędzy dwoma obozami – miłośników kół małych (26) i wielkich (29).
Producenci do tego stopnia uwierzyli w nowy rozmiar, że bardzo wyhamowali z produkcją nowych rowerów na kole 26” – dostępne są modele z niższej półki, natomiast coraz trudniej o dobrze wyposażony rower na małym kole. Przyjrzyjmy się bliżej nowemu trendowi i spróbujmy ocenić, czy faktycznie problem rozmiaru koła został ostatecznie rozwiązany!

Na wstępie należy podkreślić, że 27,5 nie leży idealnie pośrodku 26 i 29 – to chwyt czysto marketingowy. Kołom 27,5 trochę bliżej do kół 26, niż do tych największych. Dlatego też konieczne jest przeprowadzenie wielu żmudnych testów i porównań, aby dobrze wychwycić różnice.
Podstawy pomogą zrozumieć grafiki udostępnione przez firmę Giant:

 

Z powyższych danych, jak i z licznych testów wynika, iż faktycznie nowy rozmiar koła może być złotym środkiem. Łączy w sobie zwrotność, zwinność, sztywność i niską masę koła 26, poprawiając jednocześnie przyczepność, osiągane prędkości i miękkość pokonywania przeszkód terenowych. Liczne jeszcze w 2012 roku obawy o dostępność części nie mają racji bytu – obecny rynek oferuje pełną gamę części i komponentów, od opon, amortyzatorów, przez obręcze, szprychy, ramy i wszystko inne, co potrzebne jest do zbudowania roweru na kole 27,5 cala (dla porządku warto wspomnieć, że prawidłowo nowy rozmiar kół powinno nazywać się 650B, także nie bądźcie zdziwieni, gdy spotkacie się z takim określeniem).

Części są, rowery są, i to w bardzo dużej ilości! Nawet długo wypierający się nowego rozmiaru Specialized pękł i oferuje już takie maszyny. 26 cali zostaje w rowerach komunijnych i stricte zjazdowych, gdzie dalej potrzebna jest zwinność i zwrotność, choć pojawiają się pierwsze maszyny tego typu na kole 27,5 cala. Nikt nie podjął się wprowadzenia koła 29 do downhillu, enduro czy all mountain – z 27,5 jest inaczej, znacznie lepiej się do tego nadaje, co tylko podkreśla słuszność wprowadzenia tego pomysłu w życie.

Rowerzyści mogą się tylko cieszyć – teraz, jak nigdy wcześniej, można niezwykle precyzyjnie dobrać rower do własnych upodobań. Często spotyka się pogląd, że nareszcie można dobrać rower do wzrostu nie tylko za pomocą rozmiaru ramy, i jest to prawda! Osoby niższe wybiorą często 26 lub 27,5 – 29 pozostanie raczej w kręgu zainteresowań osób wysokich, choć jest wielu niskich jego zwolenników, czego przykładem jest nasza Maja Włoszczowska, której Scott Scale na ramie 15” i kole 29” wygląda co najmniej dziwnie.

Taki urodzaj, jak wspomniałem, może tylko przysłużyć się dalszemu rozwojowi rynku – przed sklepami duże wyzwanie, gdyż muszą wygospodarować miejsce na nowe rowery, a sprzedawcy nauczyć się rekomendować właściwe koła poszczególnym klientom.
Osobiście uważam, że 27,5 to faktycznie przyszłość i złoty środek. Osobiście nie miałem wielu doświadczeń z tym kołem – trudniej jest zauważyć różnicę pomiędzy 26 i 27,5 podczas krótkiej przejażdżki po sklepie – co innego w przypadku 29”, gdzie różnicę widać gołym okiem i czuć ją na pierwszych 10 metrach :)

Pozostaje trzymać kciuki za nową ideologię. Strach się bać, co ciekawego przedstawią nam konstruktorzy za 2-3 lata, kiedy rynek ochłonie po tej małej rewolucji….. ?!?

Ta strona używa cookie. Dowiedz się więcej o celu używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Nagłówek

Pola oznaczone gwiazdką są wymagane.

zamknij