fbp

Sposoby na ochronę głowy przed zimnem

Sposoby na ochronę głowy przed zimnem

Pewnie wielu z Was zauważyło, że tak przydatny wynalazek, jakim jest kaptur, raczej rzadko występuje w typowo rowerowej odzieży. Oczywiśćie można spotkać go w kurtkach do szeroko rozumianej tyrystyki górskiej, o luźnych krojach, przeznaczonych dla raczej spokojnie poruszających się kolarzy. Niemal na 100% nie zobaczymy kaptura w odzieży dla ścigantów - najtwardszych zawodników MTB i królów szosy. Wytłumaczyć to można zapewne na wiele sposobów, część powie po prostu, że kaptur nie jest PRO i najzwyczajniej nie ma prawa bytu w sportowym ubraniu. Tego argumentu możemy się trzymać. Co zatem zrobić, kiedy temperatura powietrza spada do wartości, przy których odsłonięta głowa i uszy błyskawicznie wychładzają się, psując frajdę z jazdy? Poprawy nie przyniesie zwiększenie intensywności jazdy, co doskonale podnosi temperaturę pozostałych części ciała - mocniej stymulowane mięśnie wydzielją po prostu więcej ciepła. Na czubku głowy i uszu próżno szukać rozbudowanej masy mięśniowej, nie ma więc sposobu na naturalne rozgrzanie tych okolic. Należy je po prostu zakryć - bardziej lub mniej, w zależności od temperatury. Zobaczmy, co może przyjść nam z pomocą. Zakładamy oczywiście jeden podstawowy warunek - rowerzysta zawsze ma na głowie przewiewny kask, odpada więc stosowanie zwykłych zimowych czapek (chyba, że dacie radę wciśnąć je pod kask, ale wówczas rozważałbym zmianę kasku na znacznie mniejszy, bardziej dopasowany rozmiar). Kask sam w sobie nie zapewnia ochrony przed zimnem. Co robić?

 

Najprostszym sposobem jest stosowanie popularnych kominów, potocznie zwanych buffami. Osobiście stosuję dwa - jeden ochrania całą szyję, a drugi uszy i wszystko, co ponad nimi. Cienki komin lub chusta zmieszczą się pod każdy kask, a potrafią naprawdę soldnie ogrzać. Plusem takiego rozwiązania jest niewątpiwie niska cena - najtańsze kominy to wydatek ok. 20 zł za sztukę, oraz kieszonkowość - kominy zakłada się błyskawicznie, tak samo szybko możemy je zdjąć i schować do kieszonki, dostosowując ubiór do bieżącej temperauty. Mobilność kominów przyda się np. w górach - na wolnym podjeździe nie zmarzniemy, ale już długi zjazd z prędkością ponad 50 km/h będzie zdecydowanie przyjemniejszy, jeżeli  choć trochę docieplimy głowę. Minusem komina może być niedostateczna ochrona tylnej części głowy, choć to akurat miejsce najmniej narażone jest na wychłodzenie - nie jest owiewane przez wiatr.

 

Jeżeli temperatury nie są jeszcze bardzo niskie, a jedynym miejscem, jakie może nam dokucząć, są uszy - wystarczy wspomóc się opaską. Zwykłe polarowe lub lepsze wersje z windstoperem umilą jazdę w pierwsze jesienne i wiosenne dni. Niektore modele mają małe otworki na wysokości uszu, znacznie poprawiające odbieranie dźwięków z otoczenia.

 

Kolejnym rozwiązaniem jest stosowanie kolarskich czapeczek pod kask. Na pierwszy rzut oka przypominają pływacki czepek - małe, dobrze dopasowane, przykrywają samą głowę, większe wersje sięgają także na uszy. Wykonywane są z różnych materiałów - polarowych, z windsoperem - należy dobrać je pod konkretne przedziały temperaur, w których zamierzamy się poruszać.Doskonale mieszczą się pod kaskiem i są praktycznie niewyczuwalne już po kilku chwilach na rowerze. Zalety to przede wszystkim niewielki koszt, kompaktowe rozmiary i ochrona całej głowy. Wady - raczej brak.

 

Na naprawdę niskie temperatury warto rozważyć zastosowanie kominiarek - ochraniają całą głowę, uszy, szyję, dekolt, często także twarz, zapewiając oczywiście możliwość oddychania (otwory na nos i na wysokości ust). Wybór na rynku jest ogromny, rozpiętość cenowa spora. Warto wybierać kominiarki lepszej jakości, wykonane z materiałów dobrze odprowadzających wilgoć na zewnątrz - zapocona pod kominiarką głowa w środku zimy to niemal gwarantowany katar następnego dnia... Decydując się na kominiarkę, zwróćmy uwagę, aby jej dolna część była jak najdłuższa. Umożliwi to schowanie kominiarki pod kurtkę na całym obwodzie szyi - takie szczelne połączenie zapewni komfortową temperaturę nawet w najcięższych warunkach.

 

Jako ostatni ze sposóbów na ciepłą głową w chłodne dni poleciłbym coś w rodzaju czapki na kask - nakładka na kask, wykonana przeważnie z wodoczelnego, ale i wiatroszczelnego materiału, służy przede wszystkim ochronie głowy przed deszczem, ale może przydać się także w chłodne dni, minimalizując przepływ powietrza przez kask rowerowy. Niskie koszty i jaskrawe, zwiększające bezpieczeństwo, kolory, to największe atuty tego rozwiązania!

 

Sposobów na ciepłą głowę jest jak widać sporo. Większość patentów to tanie, ale skuteczne rozwiązania, z którym zaznajomiony być powinien każdy rowerzysta, nie tylko ten jeżdżący w najtrudniejszych, zimowych warunkach. Pamiętajmy, że przez głowę tracimy najwięcej ciepła, o które tak zawzięcie walczymy pedałując ile sił w nogach. Jej przykrycie to zatem klucz do sukcesu w walce z nieprzyjąjącą aurą!

Ta strona używa cookie. Dowiedz się więcej o celu używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Nagłówek

Pola oznaczone gwiazdką są wymagane.

zamknij