Podróżowanie rowerem - część pierwsza

Podróżowanie rowerem - część pierwsza

Lubisz podróżować? Wycieczki w odległe miejsca to wspaniałe przeżycia. Dzięki nim możemy przez chwilę być tam, gdzie zapomnimy o codzienności, bo wszystko co nas otacza jest zupełnie inne niż zazwyczaj. Na złapanie „kolejnego oddechu”, im dalej, tym lepiej. Biura podróży prześcigają się w kolejnych ofertach wakacji we Włoszech, Hiszpanii, Egipcie, na Krecie itd.

A może zamiast tego wybrać się w podróż rowerem?

Na pierwszy rzut oka to trochę postrzelony pomysł. „Trzeba mieć niesamowitą kondycję!”. „Pojeżdżę rowerem i nic nie zobaczę!”. „Zamiast wypocząć, tylko się na tym urlopie zmęczę!”. To są najczęstsze wątpliwości, co do przemierzania świata rowerem. Nic bardziej mylnego. Taka forma podróżowania ma oczywiście swoje wady, ale potrafi być niebywale satysfakcjonująca. Nieprawdą jest, że potrzebna jest tutaj super wydolność. Myślę, że takie podejście wynika z tego, że na co dzień ciągle się gdzieś spieszymy. Do pracy, na umówione spotkanie, po dzieci do szkoły, czy przedszkola, do skrzyżowania, zanim zgaśnie zielone światło… W telewizji natomiast pokazują nam wyścigi. Kto dojedzie szybciej, dalej… A nie musi tak być. Rower pozwala wyrwać się z tego właśnie typu myślenia – i to jest chyba największa zaleta takiego podróżowania. Wybieramy miejsce, lecimy tam, „ubieramy” rower i jesteśmy wolni. Nikt przecież nie każe jechać 200 km jednego dnia! Nie trzeba się nigdzie spieszyć.

Dotrzemy w rzadko odwiedzane miejsca!

Prawdą jest natomiast, że rowerem przemieszczamy się wolniej niż takimi środkami lokomocji jak samochód, autobus, czy pociąg. Tego się nie da przeskoczyć, ale niekoniecznie musi to być wadą. Rzeczywiście możemy przez to nie dotrzeć do niektórych obranych wcześniej miejsc – tych, które przewodniki określają jako „Must see in (…)”. Bardzo często te miejsca są jednak przereklamowane i nastawione na zysk. Jeszcze częściej odbiegają zupełnie od tego, jak dany kraj wygląda naprawdę. Najbardziej turystyczne miejsca to po prostu taka „szopka” dla przyjezdnych, w której dodatkowo ceny są znacznie wyższe – spotkałem się z tym, że nawet trzykrotnie, w porównaniu ze sklepami 5-10 km dalej. No i, jakkolwiek to zabrzmi, tak czy inaczej to tylko miejsca. Tym, co czyni czas spędzony na urlopie wyjątkowym, są przede wszystkim emocje, jakich w tym czasie doświadczymy. A te pojawiają się głównie za sprawą spotkanych ludzi.

Podróżując rowerem trudno jest trzymać się ustalonego z góry planu, dlatego najlepiej jest nakreślić go tylko jak najbardziej ogólnie i jak najwięcej pozostawić przypadkowi. Nie oznacza to, żeby się wcale nie przygotowywać. O przygotowaniach napiszę w drugiej i trzeciej części artykułu. Chodzi raczej o to, żeby już w trakcie samej podróży, możliwie najmocniej dać się ponieść. Tym, co w całej tej zabawie najpiękniejsze, jest to, że nigdy nie wie się, gdzie przypadnie kolejny nocleg, gdzie uda się dostać coś do jedzenia itd. Nie da się mieć zbyt dużo przy sobie, bo sakwy rowerowe mają określoną pojemność, a im bardziej obciążony rower, tym więcej wysiłku będzie nas kosztować pedałowanie. Już samo to pozwala bardziej zagłębić się w doświadczenie podróżowania. Z jednej strony trzeba rozplanować wysiłek, posiłki, postoje, a z drugiej strony po prostu chłonąć wszystko, co nas otacza.

Poznamy życie miejscowych…

Rower ubrany w sakwy działa jak magnes. Wystarczy się zatrzymać, poczekać parę minut i już jest się otoczonym przez miejscowych. Zawsze usłyszy się „Skąd jesteś i dokąd jedziesz?”, ale czasami może się to przerodzić w bardzo ciekawe rozmowy, z których dowiemy się, jak faktycznie wygląda życie mieszkańców regionu, w którym się znajdujemy. Jak wygląda ich dzień? Jakie mają zwyczaje? Gdzie można zobaczyć coś ciekawego? Gdzie pójść na zakupy? A może zatrzymamy się u nich i spędzimy wspólnie więcej czasu? Z takich spotkań rodzi się wiele ciekawych i zupełnie nieprzewidzianych – a więc najbardziej ekscytujących – sytuacji oraz przyjaźni. Ja w taki przypadkowy sposób byłem już na kilku weselach – w tym muzułmańskim i buddyjskim, spędziłem wieczór na uczcie w towarzystwie Tajów, kosztując różnych smaków ich kuchni, spałem w niezliczonej ilości świątyń, kąpałem się w basenie na dachu singapurskiego wieżowca, a nawet poznałem jednego z VIP-ów Ferrari.

Odmienimy swój sposób myślenia

Podróż na rowerze uczy przede wszystkim otwartości. Z dużą domieszką cierpliwości i pokory. Kiedy podczas słonecznego dnia nagle dopadnie nas ulewa i nie ma się gdzie schować… Kiedy w tej ulewie pęknie nam dętka… A po niej druga dętka… Droga okaże się nieprzejezdna… I jeszcze trzecia dętka… W końcu dojdzie się do wniosku, że zawsze może być gorzej i po długiej złości, nie pozostaje nic innego, jak się uśmiechnąć :) Również spotykani ludzie, kiedy się na nich otworzyć, potrafią nauczyć niebywałych mądrości, nawet jeśli jest to zabita dechami wiocha na końcu świata. W tym wszystkim trzeba jednak uważać. Można bowiem na dłuższy czas zarazić się radością, życzliwością i uśmiechem, które nie są tak mile widziane np. w tramwaju do pracy.

W takiej podróży łatwo jest też dojść do wniosku, że mamy wpływ na bardzo niewiele rzeczy, a znane z codziennego życia poczucie kontroli wynika raczej z tego, że wykroiliśmy sobie z rzeczywistości taki kawałek, żeby było nam wygodnie. I w ten sposób tracimy większość możliwości, jakie daje życie. A wystarczy – jak pisał J.R.R. Tolkien – wyjść za próg i nigdy nie wiadomo, gdzie nogi – czy w tym przypadku koła roweru – poniosą.



Autorem tekstu jest: Krzysztof Groth - specjalista ds. sprzedaży w BikeSalon.pl

˄

Ta strona używa cookie. Dowiedz się więcej o celu używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Nagłówek

Pola oznaczone gwiazdką są wymagane.

zamknij