Rower zamiast samochodu jako pojazd na co dzień

Rower zamiast samochodu jako pojazd na co dzień

Oczywiście nie ma sensu porównywać tych dwóch pojazdów na długich, kilkudziesięciokilometrowych trasach. Ale jeżeli przyjrzymy się naszemu życiu w mieście, naszym dojazdom do pracy, do szkoły, tej codziennej gonitwie z wieloma sprawami do załatwienia, to okazuje się, że można dojść do ciekawych wniosków.

Najpierw przyjrzyjmy się temu z punktu widzenia kierowcy. Co widzimy od razu? Korki! To poczucie, że znowu jedziemy w „złym kierunku”, tzn. tym co wszyscy, że codziennie jest tak samo, że tracimy czas i nerwy na długie dojazdy i powroty trasą, którą bez korka da się pokonać w 10 minut. Samochody też nie lubią stać w korkach, a środowisko naturalne tym bardziej. Najgorsze chyba jest poczucie, że nie mamy żadnego ruchu, że nawet jak bardzo się spieszymy, nie możemy nic zrobić, bo – stoimy w korku! Kiedy już uda nam się dotrzeć do celu często okazuje się, że znowu musimy poświęcić czas – tym razem na szukanie miejsca parkingowego. A nie jest to proste. Po znalezieniu tego miejsca, musimy jeszcze za nie zapłacić. Nie wszyscy korzystają z aplikacji, wielu z nas musi jeszcze znaleźć drobne… Jak zdarzy się nam o tym zapomnieć, po powrocie do samochodu znajdujemy za wycieraczką mały karteluszek, i nie jest to dobra wiadomość – trzeba będzie zapłacić karę. 

W wielu miastach na świecie, ale także w Polsce, nie wjedziemy samochodem do samego centrum, więc po znalezieniu miejsca do zaparkowania, musimy jeszcze dojść do celu. Znów potrzebujemy czasu. W wielu miastach wprowadzono także strefy ruchu z dozwoloną szybkością do 30 km/godzinę, więc często przemieszczając się powoli po takich uliczkach nie możemy oprzeć się wrażeniu, że na piechotę byłoby szybciej… 

Samochody jeżdżąc po mieście zużywają więcej paliwa niż na długich trasach – mamy większe koszty. Podczas jazdy po mieście wszystko szybciej się zużywa – klocki hamulcowe, amortyzatory, skrzynia biegów, płyny do mycia szyb i inne, te droższe. Więc koszty rosną. Do tego standardowe opłaty, miejsce parkingowe, ubezpieczenia, grubsze naprawy… Aż strach siąść z kalkulatorem i to wszystko podliczyć.

Świadomość, że spaliny nas trują, że smog szkodzi nie tylko nam, ale też naszym rodzicom i dzieciom, że hałas źle wpływa na nasze samopoczucie, że każda kolejna droga to wiele wyciętych drzew i zalanie asfaltem połaci ziemi, z pewnością smuci wrażliwe serce każdego kierowcy, przejętego tragicznym stanem naturalnego środowiska na planecie Ziemia. 

Kwestie ekologiczne stają się dla nas coraz ważniejsze i na tym polu najwyraźniej widać przewagę roweru nad samochodem. Rower jest pro-eko. Nie generuje spalin, hałasu, nie wymaga drastycznych zmian infrastruktury ani ingerencji w naturalną przestrzeń. Mając odpowiedni model roweru i odpowiedni bieżnik na oponach poradzimy sobie w każdym terenie, na każdej nawierzchni, czy to będzie ulica, rowerowa ścieżka, czy leśna droga. 

Ludzie z rowerami w mieście

Rower zapewnia nam zdrową dawkę ruchu – codzienne dojazdy do pracy tym bardziej, bo są regularne i systematyczne, a wszyscy specjaliści zapewniają, że to jest dla nas najlepsze. Podczas jazdy na rowerze pracują nie tylko nogi – wzmacniamy kręgosłup, ramiona, barki, pogłębiamy oddech, co korzystnie wpływa na nasz układ krążenia i zwiększa naszą energię życiową. Także do pracy! Na rowerze można jeździć od wczesnego dzieciństwa do późnej starości, dopasowując tempo do swoich możliwości. Podczas każdej aktywności sportowej organizm wytwarza endorfiny, które przyjemnie poprawiają nam samopoczucie, pozwalają przeciwdziałać np. depresji. Nie jest prawdą, że każdy po przyjechaniu do pracy na rowerze musi wziąć prysznic – pokonanie odległości do 10 km, a tyle zwykle dojeżdżamy do pracy, nie jest dla ogólnie sprawnego człowieka jakimś ogromnym wysiłkiem, zwłaszcza przy spokojnym tempie jazdy. Nie musimy tracić czasu – i pieniędzy – na dodatkowe zajęcia na siłowni czy w klubie fitness. Na pytanie naszego lekarza o to, czy się „ruszamy”, spokojnie odpowiadamy: „codziennie”.

Co jeszcze zyskujemy? Paradoksalnie – sporo czasu. Odpadają korki, bo możemy je ominąć, skorzystać za skrótu, pojechać kawałek trasy ścieżką rowerową, bulwarem, parkową alejką. Korzystamy z bus-pasów, wolno nam jechać w dowolnym kierunku po ulicach jednokierunkowych, wrzucamy go sobie na ramię i podchodzimy po schodach Odwożąc dziecko do szkoły czy przedszkola możemy razem z nim jechać chodnikiem. Nie tracimy czasu na szukanie miejsca do zaparkowania – przypinamy rower do dowolnej barierki czy słupka – za darmo! Nie tracimy czasu na dojście do celu – możemy podjechać prawie pod same drzwi.

Inne korzyści? Odczujemy je w naszym portfelu. Kupujemy rower raz na wiele lat (kosztuje znacznie mniej niż samochód), inwestujemy w dobre zabezpieczenie. Raz do roku oddajemy go na przegląd – koszt około 100 zł – albo sami się tym zajmujemy. Czasem trzeba wymienić dętkę, czasem linki. I to wszystko. Bez paliwa, ubezpieczenia, drogich napraw, i płynów do spryskiwaczy! Przez cały rok, także zimą. Teraz w Warszawie zimą spotyka się na ulicy więcej rowerzystów niż kiedyś latem. Kosze, sakwy, torby czy plecaki pozwalają na przewożenie wielu rzeczy. Są odpowiednie ciuchy, membrany, wygodne buty, stylowe okulary i kaski. W Holandii, w Niemczech czy Belgii mnóstwo ludzi dojeżdża do pracy rowerem w biurowych garniturach czy garsonkach. Da się!

˄

Ta strona używa cookie. Dowiedz się więcej o celu używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Nagłówek

Pola oznaczone gwiazdką są wymagane.

zamknij